Wybrałem swój rezerwat

„Rezerwat Apple” – świetna nazwa dla ekosystemu produktów z ogryzkiem rozpropagowana przez Ogrodnika Januarego z Applefobii. Od ekosystemu odróżnia się głównie tym, że zakłada zamknięcie się na zewnętrzne rozwiązania i świadome ograniczenie do zestawu tylko jednego producenta. W moim przypadku: zamknąłem się w rezerwacie Microsoftu i jest mi z tym dobrze.

Windows na komputerze, Windows na tablecie, Windows Phone na smartfonie, do tego Xbox podłączony do TV – mam wszystko, co potrzebne do życia w Domu Pełnym Okien. Mało tego, od dłuższego czasu pliki i dokumenty trzymam w SkyDrive (chmura Microsoftu), a kilka miesięcy temu do zestawu dołączyła poczta, przeniesiona na Outlook.com. Świadomie oddałem całe moje elektroniczne życie w ręce jednej firmy, rezygnując z wolności i niezależności, wydawać by się mogło – wbrew wszelkim zaleceniom decentralizacji. Jednak z tymi wszystkimi ograniczeniami jestem szczęśliwszy niż wcześniej, gdy korzystałem z rozwiązań różnych firm i przebierałem w alternatywach.

Powodem jest synergia, jaką dobrze zbudowany rezerwat umożliwia w zakresie codziennego korzystania z wszystkich urządzeń. Obecnie mogę sobie pozwolić na pamiętanie dwóch haseł: do konta Microsoft i bazy managera haseł, która to pojawia się na dysku każdego z moich urządzeń do kilku minut po pierwszym logowaniu (synchronizacja danych w chmurze). Poszczególne części rezerwatu są w stanie łączyć się ze sobą, współpracować, zdejmując ze mnie obowiązek pamiętania o tych wszystkich drobiazgach. Zwykłe notatki wyleciały z notatnika/worda i przeniosły się do OneNote – gdzie synchronizacja między PC, tabletem i smartfonem jest prawie niezauważalna – mogę zacząć pisać notkę na komputerze i skończyć w czasie spaceru na smartfonie, a po powrocie do domu przenieść je via tablet z aplikacji do WordPressa, poprawić i opublikować (kilka notek powstało w taki sposób).

Pozostaje pytanie: dlaczego Microsoft? Mogłem zdecydować się na Apple, Sony lub dowolną inną firmę. Kluczową sprawą okazały się tablet i konsola do gier. Sony niby ma w ofercie jakieś tablety – szkoda tylko, że każdy z nich sprawia wrażenie gówna robionego na siłę (po zabiciu UMPC z serii U i serii Z laptopów produkty mobilne Sony nie istnieją w moich oczach). Dodatkowo, współpraca między PC od Sony (działającym na Windows) a ich konsolą jest marna, żeby nie powiedzieć: żadna. Xbox pozwala mi np. łatwo przejrzeć osiągnięcia z gier PCtowych i mobilnych, mogę kupić grę konsolową za pomocą smartfona, jest też genialny Smartglass. Przy okazji: czy Sony ma jakąś formę uniwersalnej chmury łączącej urządzenia mobilne, komputer i konsolę?

Apple skreśliłem od razu z uwagi na brak konsoli do gier – jednego z kluczowych elementów ekosystemu; wolałbym zrezygnować z tabletu niż konsoli. Reszta producentów i dostawców rozwiązań chwali się jeszcze większymi brakami – Google nie ma ani konsoli, ani systemu desktopowego (Chrome OS to kpina), producenci sprzętu nie mają softu, a producenci softu – sprzętu. Microsoft zdobył mój portfel nie jakością (która i tak jest niezła), a przede wszystkim zakresem oferowanych usług. Decydując się na jednego dostawcę pozbyłem się problemu dokonywania ciągłych wyborów, łączenia i wiązania pojedynczych narzędzi, zabawy w zmuszanie różnych rozwiązań do współpracy – mogę skupić się na korzystaniu z czegoś, co po prostu działa.

Życie w rezerwacie to jeden z powodów, dla których zupełnie rozumiem wyznawców Apple – poza lansem i pompowaniem ego dostają coś, co wymaga od nich minimum uwagi. To też jedna z najpopularniejszych opinii osób technologicznie obojętnych, korzystających z iPhone, iPada lub iPoda – nie wyobrażają sobie zamiany na żadne inne rozwiązanie, wolą zostać przy czymś prostym i działającym. Android czy Linux mają tą szczególną cechę, która wymaga od użytkownika skupienia, uwagi i poświęcenia czasu platformie – wolność wyboru. Z wolnością przychodzą konsekwencje i odpowiedzialność – jeśli kogoś to bawi, droga wolna. Preferuję wybory w kwestiach bardziej istotnych niż przeglądanie uprawnień aplikacji, wybór nakładki graficznej czy dysku w chmurze – wolę poświęcić ten czas na coś ciekawszego.

  • Uczciwe uzasadnienie!

    Mi się marzy świat, w którym soft jest pisany w taki sposób, by normalne było, że 2 programy współpracują ze sobą nie wiedząć o sobie nawzajem. Czasami się to zdarza, ale za rzadko.

    • Teoretycznie powinny to załatwić standardy – jak to wygląda w praktyce, szkoda mówić. Pomysł Androida i Windows 8 z oddzieleniem aplikacji od funkcji (otwarcie pliku, druk, udostępnianie) to dobry pierwszy krok do funkcjonalnej współpracy między aplikacjami.

  • Xion

    TIL: Microsoft ma grupę docelową 😉

    • Nawet kilka różnych grup docelowych, dla których kieruje inne partie produktów. Gdyby to zsumować, wychodzi 90% użytkowników komputerów. 😉