Wymarzone święta

Wymarzone święta

Przedgwiazdkowa biegunka już się rozkręciła – co rusz słyszę rozmowy czy wręcz przechwalanie się przygotowaniami do świąt. Hej, przecież nie ma w tym nic złego – skoro ktoś lubi całą tą kolorowo-radosną atmosferę, to proszę bardzo, mam nadzieję, że te święta będą dla was udane. Wyjątkowo w tym roku postanowiłem zadbać, żeby święta były udane też dla mnie – plan jest ułożony i czeka na jego sprawne wykonanie w najbliższych dniach.

Prezenty już wybrane

W tym roku robię prezent samemu sobie – właśnie w postaci okresu świątecznego. To cztery dni wolnego, cztery dni kiedy absolutnie każdy jest zajęty swoimi bliskimi, rodzinami, może znajomymi. Świetnie, dokładnie o to mi chodzi. Dla mnie to cztery dni, kiedy mogę spędzić czas z moimi najbliższymi – sobą samym. W końcu wypocząć, oderwać się od codziennego zgiełku ludzi, spraw, okoliczności i problemów, po prostu zająć sobą, olać inne sprawy.

Początkowo planowałem taki tydzień zrobić sobie w drugiej połowie października – tygodniowy urlop, w czasie którego odpocznę od innych ludzi, zajmę się swoimi sprawami, będę mógł wyłączyć poczucie czasu i dostosowywanie się do godzin aktywności innych. Po prostu – wypiąć się z codziennego życia i całkowicie skupić się na czymś interesującym, zajmującym – poczytać, pograć, zrobić jakąś aplikację/narzędzie, może nawet coś obejrzeć. Wyszło jak zwykle, kiedy wybieram idealny czas na urlop – idealny czas dla mnie (kiedy absolutnie wszyscy są zajęci, nikt normalny nie bierze urlopów, nie ma żadnych wycieczek, wakacji, turystów itd.) okazał się być chyba najgorszym możliwym czasem dla innych. Urlop minął jak minął, trudno.

Nie wiem, czy kiedykolwiek próbowaliście całkowitego odejścia od codziennego życia i funkcjonowania zupełnie obok, daleko. Może wyjazdy w zupełnie nowe miejsca tak działają (jeśli jedzie się samemu), dla mnie najlepsze jest zamknąć się w domu i nie wychodzić. Kilka dni w izolacji od całego codziennego życia działa jak solidny reset, powrót do otoczenia pomaga zacząć funkcjonować z częściowo nowego punktu widzenia, zauważa się czego brakowało, a co przeszkadzało. Nowy Rok jest popularnym okresem wielkich (choć niekoniecznie trwałych) zmian – może taki reset zaraz przed początkiem A.D. 2016 będzie dobrą sugestią kierunku tych zmian?

Nie ma mnie dla nikogo

Ważna rzecz: wyłączam komunikatory, zamykam klienta maila, telefon dostaje „Nie przeszkadzać” i leci do szuflady na ładowarce. Prawdopodobnie to samo spotka wszystko, co może w aktywny sposób zakomunikować mi cokolwiek. Na czas świąt do przeglądania Sieci mam przygotowany osobny komputer, z czystą przeglądarką, bez historii, zapamiętanych haseł, powiązanych kont i powiadomień. Podejrzewam, że jedynym sposobem na skontaktowanie się ze mną w okresie 24-27.12 będzie albo czekanie aż sam się odezwę (mało prawdopodobne, acz możliwe), albo osobista wizyta – choć z tego akurat byłbym bardzo niezadowolony.

Ciekawym może się wydawać, dlaczego nie wyłączę po prostu telefonu. Otóż telefon służy mi przede wszystkim nie do komunikacji, a jako token, odtwarzacz muzyczny, pilot do YouTube, konsola do gier, czytnik niektórych ebooków i dziesiątki innych funkcji. Możliwości komunikacyjne to tylko skutek uboczny posiadania pakietu LTE. Poza tym – to, że nie chcę żeby ktoś się ze mną kontaktował i zakłócał mój mały, prywatny chaos nie oznacza przecież, że ja nie będę chciał się z kimś skontaktować. Nie wybieram się przecież na pustelniczą medytację, tylko sprawiam sobie miły prezent w postaci kilku dni bez trucia mi dupy.

Będę grał w grę

W chwili obecnej w kolejce mam jakieś 40 tytułów do zobaczenia. Kogo ja oszukuję, dopóki Kerbal Space Program jest zainstalowany, raczej nie pogram w nic innego. Nadal, gra jest świetna, ale jednocześnie jest strasznym pożeraczem czasu i wymaga skupienia, żeby cokolwiek sensownego osiągnąć. Drugi i niejako awaryjny tytuł zawsze czekający w gotowości to X-Plane 10 – kuszącą perspektywą wydaje się przelot nad Betlejem w wieczór wigilijny.

Poza grami mam jeszcze w kolejce kilka książek. Niestety, te cztery dni to stanowczo za mało, żebym sobie z nimi poradził – czytam szybko, jednak całe „szybko” szlag trafia jeśli na jedną przeczytaną stronę produkuję około pół strony notatek. W końcu notuję po to, żeby spokojnie uporządkować całą wiedzę na koniec każdego rozdziału. Jakby komuś przyszło do głowy durne pytanie – tak, będę się uczył. Nie do egzaminów, na studia czy do szkoły. Będę się uczył, bo wszystko czego się uczę okazuje się być ciekawe (nieciekawych rzeczy nawet nie ruszam), a czytanie ucząc się pomaga później przejść do bardziej wymagających i skomplikowanych zagadnień.

Bym zapomniał o programowaniu. Mam aktualnie nieszczęście czekać na przetworzenie absurdalnych ilości danych przez oba moje projekty poboczne (nie spodziewałem się, że

O(m*m*log(m))

to najlepsze, co udało się osiągnąć). Jeśli nie znajdę sobie do świąt zajęcia, będę miał przerwę od programowania – żeby kończyć to co zacząłem, jakiś czas temu wymyśliłem sobie zasadę, że dwa projekty poboczne naraz to maksimum; jeśli z jakiegoś rezygnuję, leci na płytę, z dysku i do szuflady.

White and nerdy

Jakiś czas temu wrzucałem ten vlog na Facebooku, dość dobrze oddaje dlaczego „Operacja: Spokojnych Świąt” jest wbrew pozorom niezłym planem. Pomysł opisuję już teraz głównie dlatego, że nie ma żadnego cholernego obowiązku spędzania świąt z ludźmi, których się nie lubi; w ogóle nie ma obowiązku spędzania świąt. Jak lubicie świąteczne spotkania, Wigilię, opłatki i resztę, to autentycznie się cieszę. Może jednak nic złego się nie stanie, jak olejecie w tym roku ludzi, których widujecie bo „musicie” i po prostu spędzicie święta tak, jak byście chieli? Tradycja może być ważna, jednak nie wiem, czy ważna na tyle, żeby poświęcać dla niej osobiste szczęście.

Na pożegnanie, specjalna dedykacja dla wszystkich, którzy jednak będą próbowali mi przeszkadzać.

Grafika: screen z Kevin sam w domu.