Z nudów coś osiągnąłem

Z nudów coś osiągnąłem

Gdybym miał wskazać jedną przyczynę stojącą za wszystkimi moimi dotychczasowymi sukcesami, osiągnięciami i aktywnościami – najprawdopodobniej padłoby na nudę. Cóż, nie ma absolutnie nic gorszego niż nudzić się. Bywały dni (i miesiące) gdy pracowałem po 12-14 godzin dziennie, bywało też tak, że spałem po 3-4 godziny dziennie, uczyłem się nowych (i dziwnych rzeczy), robiłem rzeczy wyjątkowo głupie – wszystko to, żeby tylko uniknąć choćby i śladu nudy.Dotychczasowe osiągnięcia (wybrane/główne), jakie zawdzięczam byciu znudzonym:

  • Nauka liczb, liczenia i podstaw czytania (litery, sylaby, pierwsze próby samodzielnego czytania) w wieku lat około czterech.
  • Zajęcie się chemią w połowie podstawówki (za moich czasów miała już tylko sześć klas).
  • Udział w konkursach przedmiotowych w gimnazjum.
  • Modowanie gier z serii Baldur’s Gate, nauka języka skryptowego gry (LUA), modowanie AI przeciwników.
  • Nauka PHP i zrobienie kilku prostych projektów na początku liceum, popołudniami.
  • Poznanie programowania i wspięcie się na nowy poziom nerdostwa, bo w wakacje przed klasą maturalną kompletnie nie miałem co robić.
  • Praca na infolinii po maturze (znowu – bo wakacje).
  • Wyjazd do Warszawy i praca na cały etat, dwa dni w tygodniu zajęć, z których połowa była dla mnie oczywista, a druga połowa niepotrzebna przegrało z rozwiązaywaniem problemów, na których dla odmiany komuś zależy.
  • Opanowanie podstaw pilotażu, mechaniki orbitalnej, dokładne przestudiowanie kilku gier – bo zwykłe granie mało wymagało. Niech żyje Steam!
  • Ćwiczenia dykcji i nauka śpiewu – bo czemu by nie polubić karaoke?
  • Zbudowanie i zakończenie kilku znajomości, relacji, kontaktów, związków. Szkoda energii na nudnych ludzi, skoro jest tyle ciekawych informacji w Internecie.
  • Przedarcie się przez temat manipulacji językowej, perswazji, socjotechniki, psychiatrycznych podstaw zachowań, psychologii komunikacji i relacji interpersonalnych w wolnych chwilach.
  • Doprowadzenie do poziomu mistrzowskiego sztuki rezygnowania ze snu.

No i oczywiście założenie bloga. Jednego, potem drugiego i trzeciego, zamknięcie jednego z nich, potem zamknięcie drugiego, dwukrotna przebudowa trzeciego, w międzyczasie 2-3 blogi anonimowe prowadzone na różne tematy. Tak, ten blog istnieje głównie dlatego, że nie lubię się nudzić. Może z tego powodu – jak tylko znalazłem sobie ciekawsze zajęcia – bez zastanawiania się zostawiłem go (i was) na ponad pół roku; pisanie nie było bardziej interesujące, niż np. zrozumienie w jaki sposób różnice w wychowaniu i dotychczasowych kręgach znajomych wpływają na formę komunikacji i zawierania znajomości między ludźmi (fascynujący temat, polecam).

Niech się dzieje

Niech się dzieje cokolwiek. Dosłownie cokolwiek, byle się działo. Zdecydowanie wolę robić coś trudnego, męczącego, niż nie mieć nic konkretnego do zrobienia. Dodatkowo, zauważyłem że nuda ma znacznie większe konsekwencje niż chwilowy dyskomfort. Zdarzało się, że przez cały dzień nudziłem się i nie miałem nic konkretnego ani wymagającego do zrobienia. W efekcie wieczorem też nie zabierałem się za nic ciekawego – rozleniwiony i zniechęcony po nudnym dniu. Jako że się rozleniwiłem, było niemal gwarantowane, że jestem za mało zmęczony, żeby zasnąć o ludzkiej porze, a następnego dnia nie wstanę na czas i będę zmęczony. Jak jestem zmęczony, łatwiej się nudzę. Wygląda jak pętla? Bo to paskudna pętla. Spotkałem sporo opinii, że aktywność fizyczna i aktywne życie poprawia sen, zadowolenie z życia i produktywność, mimo konieczności poświęcania energii na dodatkowe aktywności – wygląda jak prawda, przyzwyczajenie się od nudy sprawia, że mobilizacja jest trudniejsza.

Wbrew pozorom najlepsze dni w tym roku, jakie mi się trafiły, sprowadzały się do bycia zabieganym od rana do późnej nocy – cały czas było coś pilnego do zrobienia, coś ciekawego, nowe informacje, nowe umiejętności, zajęcia, zdarzenia. Po całym dniu na najwyższych obrotach zmęczenie, które może się pojawić łączy się z satysfakcją dobrze spędzonego czasu, wyraźna granica między aktywnością i odpoczynkiem pomaga szybko i sprawnie zasnąć, a solidny wycisk w ciągu dnia poprawia jakość snu. Widocznie zestarzałem się, skoro jednak wolę się dobrze wyspać, niż zrobić jeszcze więcej.

Teorie, żeby najpierw robić najmniej przyjemne i mało ciekawe zadania, a potem przechodzić do ciekawszych łączy się z pojęciem nudy – jeśli muszę zrobić coś, co mnie nudzi, zaczynam urozmaicać sobie zadanie starając się je zrealizować jak najszybciej lub jak najlepiej. Jeśli muszę po prostu przeczekać (kochane spotkania, meetingi i inne takie), znajdę sobie zajęcie, które nie rzuca się w oczy (jak np. planowanie zajęć na resztę dnia czy Saper). Oczywiście – jeśli jest coś nudnego, czego nie trzeba tak naprawdę robić – olać to. Szkoda czasu, sił i cierpliwości na nudne zajęcia (naprawdę lubisz oglądać te wszystkie seriale?), nudnych znajomych (i co z tego, że znacie się od żłobka? Nudzisz się – daj sobie spokój), nudne książki czy pomysły. Już lepiej zostać w domu i pisać tekst o nudzie.

Autor zdjęcia: Peter Mercator, CC BY-SA 3.0.