Chroniczny brak czasu

Chroniczny brak czasu

Zdarzyło ci się nie mieć na absolutnie nic czasu, a jednocześnie mieć wrażenie, że nic tak naprawdę nie udaje ci się zrobić? Dzień za dniem przelatywały bez konkretnych i widocznych efektów, zawalone terminy się nawarstwiały i trudno było ci się wygrzebać z wielokrotnie przekładanych – za każdym razem „już po raz ostatni” – deadline’ów. Zostawiasz zainteresowania na później, redukujesz sen do minimum, przestajesz ćwiczyć, spotykać się z ludźmi i nawet śniadania jesz w biegu, w drodze do biura. Tak właśnie wygląda chroniczny brak czasu – pętla opóźnienia, która coraz bardziej będzie cię pogrążać, dopóki nie uda ci się z niej wyjść.

Pojęcie pętli zadłużenia jest – po ostatnim kryzysie – powszechnie znane. W skrócie, chodzi o sytuację, gdy z uwagi na aktualne zadłużenie musisz się ciągle zadłużać (na coraz wyższy procent, zazwyczaj), żeby być w stanie spłacać zaległe zobowiązania. Łączna wartość długu systematycznie rośnie i w końcu docierasz do momentu, gdy nie jesteś w stanie spłacać zaległości, które – przez „sztucznie podtrzymywaną” wypłacalność urosły do kosmicznych wartości. Niemal identyczne zjawisko może wystąpić z twoim czasem, wynikając ze zobowiązań jakie na siebie bierzesz i sposobu ich realizacji. Tak właśnie wygląda pętla opóźnienia – z dnia na dzień masz coraz więcej zaległości, które musisz odrabiać, a wszystkie nowe rzeczy przesuwasz na później, przez co kolejne zaległości rosną. Wystarczy jedna sytuacja awaryjna i cały plan szlag trafił.

Zauważenie początków chronicznego braku czasu jest wyjątkowo trudne – nie ma nic niepokojącego, żadnego zarywania nocy, głębokiego stresu, wszystko jest w najlepszym porządku. Po prostu zrobisz to jutro, nikomu się nie spieszy więc nic złego się nie stanie. Pograsz te pół godziny później, pośpisz nieco dłużej. Problem w tym, że jutro – żeby zrobić wszystko – trzeba będzie popracować pół godziny dłużej. Zostajesz w pracy, w domu chcesz obejrzeć film, więc pośpisz godzinę mniej niż zwykle. Niedługo weekend, nadrobisz. Kolejnego dnia, niewyspany zauważasz, że nie ma szans na wyrobienie się z wszystkim i albo zostajesz w pracy do nocy, albo odkładasz na kolejny dzień. W ten sposób, dzień po dniu, twoja lista TODO rośnie, osiągając rozmiary godne planu pięcioletniego w zaskakująco krótkim czasie.

Odkładanie zadań na później, niewyspanie i stres spowodowany ryzykiem zawalenia terminów to główne przyczyny nawarstwiania się zaległości. Odkładanie zadań jest dość oczywiste – pożyczasz trochę czasu z kolejnego dnia, który trzeba będzie spłacić z odsetkami – w postaci zdrowia (mniej snu), pieniędzy (zamówisz jedzenie zamiast gotować obiad) lub czasu później (przełożysz inne rzeczy, jak w przypadku pętli zadłużenia). Niewyspanie sprawia, że osiągasz znacznie mniejszą efektywność i nie jesteś w stanie nawet zbliżyć się do tego, co od siebie oczekujesz. Dodatkowo ludzie z dużym deficytem snu mają tendencję do mylnej oceny rzeczywistości i często biorą na siebie znacznie więcej, niż powinni. Ciągły brak czasu i kolejne zobowiązania skutkują też nawarstwiającym się stresem. Stresem, przez który śpisz coraz gorzej, nie możesz się skupić, popełniasz błędy i – w pewnym momencie – kompletnie nie radzisz sobie z bieżącymi zadaniami. Całość brzmi jak krótki i prosty przepis na osobistą katastrofę, efekt domina rozsypujący organizację życia.

Rozwiązanie problemu chronicznego braku czasu nie jest proste, bo… wymaga czasu. Żeby wrócić do normalnego rytmu potrzebujesz trochę odpoczynku, najlepiej bez niepotrzebnego stresu i kilometrowego TODO w twoich conocnych koszmarach. Najlepiej zacząć od przypomnienia sobie pojęcia asertywność i nauczenia się mówić „nie”, jeśli tylko możesz czegoś nie zrobić. Nie, prośba od przyjaciela nie jest aż tak ważna, prośba od rodziny też, wyjście ze znajomymi na całą noc tym bardziej. Obetnij wszystko, co nie jest niezbędne, a co chcą narzucić ci inni ludzie. Ogranicz do minimum obowiązki, jakie na siebie bierzesz w pracy – najlepiej weź dzień-dwa urlopu. Spisz to, co jest absolutnie niezbędne do zrobienia i zacznij to robić – jedna rzecz po drugiej. Śpij tyle, ile naprawdę potrzebujesz, odpuść sobie czasochłonne rozrywki, zacznij o siebie dbać – ruszać się i dobrze jeść. Potrzebujesz tyle energii, ile tylko możesz dostać, „zmarnowanie” 45 minut dziennie na bieganie może oszczędzić ci czasu, dodając ci energii i poprawiając samopoczucie.

I pamiętaj o najważniejszym – „deadline” jest wtedy, kiedy ktoś umrze jeśli się nie wyrobisz, w każdym innym przypadku to tylko „sadline”.