Kawiarnia w roli biura – to ma sens!

Kawiarnia w roli biura – to ma sens!

Aktualnie jest środek nocy, właśnie skończyłem dwudniowy maraton pisania przetykanego pisaniem z przerwami na pisanie. Gdyby nie wygodna klawiatura, moje nadgarstki chciałyby mnie zamordować. Na szczęście nigdy jeszcze nie udało mi się dostać zakwasów mięśni palców – nie wydaje mi się, żeby w ogóle było to możliwe. Dzisiejszy tekst nie obraca się ani wokół konkretnego tematu, ani nie ma uporządkowanej treści – wiem tylko, że jestem wykończony, a nie zasnę dopóki tego nie opublikuję.

Przy okazji pisania zauważyłem, że w żadnym wypadku nie powinienem zabierać się za takie rzeczy w domu. Za dużo możliwych zajęć rozprasza skuteczniej, niż śmigłowce latające zaraz za oknem (pozdrawiam ekipę z USA, która skutecznie zepsuła mi humor wieczorem), a – z uwagi na mistrzowskie opanowanie prokrastynacji – każde możliwe zajęcie inne niż praca staje się problemem. Stąd pomysł – zabieram materiały, pakuję Maka i w drogę, do Starbucksa. W ten sposób zrozumiałem, dlaczego freelancerzy lubią pracować w kawiarniach czy biurach coworkingowych.

Podstawowym problemem dotyczącym pracy w domu jest fakt przebywania w domu. Domu, w którym odpoczywasz, śpisz, gotujesz, kąpiesz się, sprzątasz i robisz tysiące innych rzeczy, w żaden sposób niezwiązanych z pracą. Jak niby miałbym skupić się na pracy, jeśli wszędzie – gdzie bym nie spojrzał – znajduje się coś, czym miałem się zająć już dawno, ale brakowało mi czasu? Nie bez powodu krąży żart, że student największy porządek w mieszkaniu ma, gdy musi się uczyć. Kiedyś próbowałem rozwiązać problem pracy w domu i właściwego skupienia za pomocą osobnego pokoju poświęconego na domowe biuro – co działało dobrze, dopóki nie zacząłem tam siedzieć nad projektami hobbystycznymi, które wzorowo rozsypały mój podział mieszkania na strefę pracy i odpoczynku. Pracy na łóżku czy kanapie kompletnie sobie nie wyobrażam – to brzmi jak horror motywacyjny.

Witam w świecie moich koszmarów.

Witam w świecie moich koszmarów.

Nie jest dobrze, ponieważ praca w biurze ma również swoje istotne wady, które potrafią mocno uderzyć w wydajność i skuteczność pracy. Problem numer jeden: ludzie. Nie wiem, czy powinienem podziwiać osoby preferujące pracę w zatłoczonych open space, czy może współczuć im masochistycznych zapędów. Pobyt w tym samym pomieszczeniu co inni oznacza, że będą krzyczeć, wołać, rozmawiać między sobą, albo – co gorsza – oczekiwać mojej natychmiastowej reakcji na cokolwiek.

Kawiarnia z punktu widzenia miejsca pracy: niezwiązane z codziennym życiem pomieszczenie o średnio-niskim poziomie hałasu, z dostępem do Internetu na poziomie minimalnym, naprawdę dobrą kawą i otoczeniem pełnym ludzi, którzy nigdy nie przeszkadzają. W efekcie można spokojnie skupić się na tym, co aktualnie jest do zrobienia, nie martwić się nagłą koniecznością oderwania celem zajęcia się kimś lub czymś, nie ma żadnych codziennych przeszkadzajek i przy okazji łatwo zmotywować się finansowo. Siedząc w kawiarni co jakiś czas kupuję kawę, co kosztuje. A przecież nie wyjdę, dopóki nie skończę wszystkiego, co mam do zrobienia, prawda?

Jak na razie w ramach unikania bycia ciągle rozpraszanym przez drobiazgi stosuję połączenie dobrych słuchawek, trybu „Nie przeszkadzać” w telefonie i sprawdzania maili nie częściej niż co godzinę (powiadomienia oczywiście wyłączone) – zestaw, który sprawdza się przez 80% czasu. Co i tak jest naprawdę świetnym wynikiem, zwłaszcza porównując to z biedakami skarżącymi się na oddziały sprzedażowe i/lub call center w tym samym open space. Panie i panowie, podziwiam was, jesteście moimi bohaterami.

  • klussken

    Dużo osób narzeka na open space, osobiście, w tej chwili nie mam powodów do marudzenia 🙂 Fakt, czasem jakiś niezidentyfikowany obiekt poleci w moim kierunku ale nie ma tragedii. Pracować mogę na open space, ale jeśli chodzi o prywatne projekty… Po powrocie do domu, zwyczajnie nie chce się używać komputera domowego do dalszej pracy. Czasem nawet nie chce się go uruchamiać. Dlatego praca w kawiarni do mnie też przemawia. Nie ma czynników rozpraszających. Siedzisz i kodzisz aż miło 🙂

    • Dlatego jakiś czas temu wydzieliłem dedykowany komputer, służący wyłącznie do pracy. Pomaga w skupieniu się na pracy w domu – wystarczy nie używać go w żadnym innym celu. Żeby prokrastynować, musiałbym zmienić urządzenie, więc łatwiej się skupić. Choć nadal kawiarnie i biura coworkingowe wygrywają z mieszkaniem.

      Open space jest złe przede wszystkim dlatego, że ludziom bardzo łatwo przychodzi przeszkadzanie. Jeśli musieliby napisać maila czy choćby przejść się do osobnego pokoju, sami załatwialiby większość swoich problemów.