Szok kulturowy

Szok kulturowy

Co kraj, to obyczaj – jak mawiają. Ostatnimi czasy miałem okazję spędzić ponad tydzień, żyjąc normalnie i pracując na Wyspach Brytyjskich. Postanowiłem wykorzystać ten czas do poznania – jak wtedy mi się wydawało – niemal identycznej z naszą kultury i zorientowania się, które z ludzkich zachowań są uniwersalne, a które specyficzne dla Polski lub naszej części świata. Efekt? Przez większość dziesięciodniowego wyjazdu byłem w ciągłym szoku – skala różnic i ich rozpiętość były momentami wręcz przytłaczające. Jakbym przypadkiem wylądował na innej planecie i zaczął zadawać się z innym gatunkiem istot rozumnych.

Pomimo wolnego miejsca i dość sporego tłoku w metrze, wszyscy grzecznie idą i nikt się nie przepycha. Byłem szczerze zaskoczony.

Pomimo wolnego miejsca i dość sporego tłoku w metrze, wszyscy grzecznie idą i nikt się nie przepycha. Byłem szczerze zaskoczony.

Przede wszystkim odkryłem, że ludzie mogą być dla siebie mili bez powodu. W Polsce, gdzie praktycznie każdy ocenia wszystkich wokół i normą jest trzymanie się swoich spraw, zachowując możliwie duży dystans do innych – byłoby to wręcz nie do pomyślenia. Brytyjczycy sprawiają wrażenie narodu znacznie bardziej otwartego na różnych ludzi, nie mają odruchu obronnego w przypadku kontaktu z kimś obcym, a do tego dość często są uśmiechnięci. I nie mówię tu tylko o turystach, od których uciekłem jak tylko zdołałem (turystyczne zwiedzanie szybko mnie nudzi); mam na myśli mieszkających tam ludzi, pracujących, spędzających wolny czas i takie tam. Momentami miałem wrażenie, że lepiej bym się czuł mieszkając tam, wśród kompletnie mi obcych ludzi, niż w Polsce gdzie mam kilku znajomych.

Często słyszałem, żę Polska to kraj absurdów – z każdą chwilą w UK tylko utwierdzałem się w tym przekonaniu. Pewne zasady czy zjawiska występujące powszechnie w UK mogą mi nie pasować (np. wszechobecne CCTV czy zamykanie niemal wszystkiego w okolicach 17:00-19:00), jednak w każdym takim przypadku powód był oczywisty. Tak, cokolwiek dziwnego spotykałem, dało się prosto i sensownie uzasadnić. Zdrowy rozsądek na tyle mocno przewyższa tam abstrakcyjne zasady, że przechodzenie na czerwonym świetle nie jest (podobno) ani karalne, ani w żaden sposób nieakceptowane – to normalne, że ludzie idą na czerwonym, jak tylko nic nie jedzie. W Polsce – jak wiadomo – można dostać mandat nawet jeśli w promieniu kilku kilometrów nie ma żadnego samochodu. Co mogę powiedzieć? To ma sens.

Moje ulubione zdjęcie z całego wyjazdu - nawet wandale nie zostawiają na ścianach wulgaryzmów. To się nazywa kultura. ;-)

Moje ulubione zdjęcie z całego wyjazdu – nawet wandale nie zostawiają na ścianach wulgaryzmów. To się nazywa kultura. ;-)

Trochę smutne jest, że moja opinia o Brytyjczykach do momentu wyjazdu opierała się głównie na zachowaniu osób przylatujących z UK do Krakowa na weekend, tanio się upić i wytańczyć. Jak się dowiedziałem, tacy ludzie mają w UK podobną opinię, jak u nas „Janusze” jeżdżący w klapkach i skarpetach na all inclusive, żeby tanio się „najeść, napić i robić wiochę”. Nie warto bazować na stereotypach, ale nie warto też oceniać dużej i różnorodnej grupy ludzi wyłącznie na podstawie kilku osób poznanych w dość specyficznej sytuacji. I to nawet pomijając fakt, że społeczeństwo brytyjskie jest znacznie bardziej zróżnicowane, niż gdziekolwiek w Polsce – tam po prostu widać, że sporo osób pochodzi z zupełnie innych części świata. Na początku taka różnorodność kulturowo-rasowa była czymś niecodziennym i dziwnym, ale już po kilku dniach zacząłem to traktować jak coś zupełnie normalnego. Do „multi-kulti” można się szybko przyzwyczaić.

Do samolotu wsiadałem z zamiarem popełnienia wpisu dotyczącego głównie zaobserwowanych Polaków na Wyspach – byłem ciekaw jak się zachowują i jak skutecznie wtapiają się w otoczenie. Wychodzi na to, że bardzo skutecznie, bo… zauważyłem wyłącznie dwóch Polaków, a i to zupełnie przypadkiem, słysząc kilka słów po polsku. Gdyby nie to, nigdy bym ich nie odróżnił od lokalnych.