Pułapka kompromisów

Pułapka kompromisów

O dorosłości świadczy między innymi zdolność do szukania kompromisów, zamiast upartego trzymania się własnego zdania. Prawda? Totalna bzdura. Kompromis zazwyczaj jest najgorszym możliwym rozwiązaniem konfliktu czy podjęcia wspólnej decyzji – najkrócej mówiąc, sprawia że wszystkie strony są niezadowolone.

Weźmy prosty (nieco przejaskrawiony, przyznaję) przykład: ustalacie wspólną randkę w kinie. Płeć piękna preferuje wybrać się na komedię romantyczną lub film obyczajowy w klimatycznym, małym kinie; brzydsza połowa związku chce jechać do największej sali największego multipleksu na nowy film o superbohaterach. Jako że żadna strona nie daje się zdecydować, pada propozycja kompromisu. Co będzie lepsze: powalające efekty specjalne na mikroskopijnym i niedoświetlonym ekranie, czy pół godziny reklam i wszechobecny hałas poprornu jako akompaniament komedii romantycznej?

Kompromis oznacza, że żadna ze stron nie będzie zadowolona z rezultatu ustaleń – każdy musi z czegoś zrezygnować i otrzymać rozwiązanie nie do końca dobre, często wręcz na siłę pozbawione sensu. W tej sytuacji lepiej poszukać wyjścia mniej szkodliwego w danej chwili i połączyć je z obietnicą, że w kolejnej takiej sytuacji to druga strona decyduje się na ustępstwo. W naszym przykładzie: lepiej wybrać małe kino teraz, a przy następnej okazji zdecydować się na multipleks. Prosta metoda na zapewnienie, że każda ze stron będzie w pełni zadowolona przynajmniej raz, zamiast zmuszać za każdym razem obie osoby do ustępstw i poświęcania ich przyjemności dla „wspólnego dobra”.

Bo o żadnym dbaniu o „wspólne dobro” tu mówić nie można – szukanie rozwiązań pośrednich ma więcej wspólnego z napompowanym ego i chęcią postawienia na swoim przynajmniej w części, nawet jeśli miałoby to zaszkodzić wszystkim. Już zwykły egoizm sugerowałby ustąpienie w zamian za obietnicę podejmowania decyzji kolejnym razem, albo wręcz trzymanie się w pełni swojej opcji – w końcu w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z sytuacją oczekiwaną. Częściej lub rzadziej, ale zawsze. Jeśli wybierasz opcję pośrednią, żeby nie sprawiać wrażenia osoby upartej – zaproponuj decydowanie na zmianę lub wybór dwóch aktywności, po jednej dla każdej ze stron.

Szukanie rozwiązania pasującego wszystkim zainteresowanym nie jest w żadnym wypadku kompromisem – to normalny proces negocjacji i ustalania optymalnego rozwiązania. Jeśli macie dwie opcje i opcja A jest nie do przyjęcia dla jednej strony, natomiast opcja B jest akceptowalna dla obu (choć dla drugiej strony mniej pożądana, niż opcja A), wybierz B. W ten sposób nikt nie będzie bardzo pokrzywdzony, a samo rozwiązanie będzie z pewnością lepsze, niż pokraczna hybryda między obiema opcjami.

Nie zgadzam się na kompromisy dla zasady – nie widzę powodu akceptowania rozwiązania niekorzystnego dla wszystkich, gdy dostępna jest opcja korzystna dla przynajmniej jednej strony. Wyjątkiem jest sytuacja, w której „kompromis” sprowadza się do pożądanego przeze mnie rozwiązania, w którym ustępuję wyłącznie w kwestii nieistotnych dla mnie szczegółów. Ale to temat na kolejny wpis – wyjaśniający, jak skierować dyskusję tak, żeby istotne kwestie zostały zaakceptowane od razu.