Co jest niezbędne do opanowania nowej umiejętności?

Co jest niezbędne do opanowania nowej umiejętności?

W ciągu trzech dni zdołałem opanować sztukę jazdy na snowboardzie w sposób pozwalający na więcej jazdy, niż upadków. Biorąc pod uwagę mój brak poczucia równowagi i antytalent do większości sportów ruchowych, uważam to za spory sukces. Sukces, który zawdzięczam dwóm czynnikom, niezbędnym przy nauce czegoś zupełnie nowego i nieznanego. 

DeskaBez instruktora, który dokładnie wyjaśnił mi podstawy i pilnował, żebym nie popełniał ciągle tych samych błędów, nic bym nie zdziałał. Indywidualne podejście, wyjaśnienie wszystkich istotnych spraw, cierpliwość i pilnowanie moich postępów były kluczowe na początkowym etapie nauki jazdy na desce. Sam kurs trwał tylko dwie godziny, ale kilka kluczowych porad, jak „plecy i głowa prosto” czy „nie prostuj nóg” zapamiętałem i przypominałem sobie przy każdym kolejnym upadku. Wiedziałem jakie popełniam błędy, dlaczego je popełniam i gdzie mam się pilnować. W efekcie – dość szybko wyrobiłem sobie właściwe odruchy i zacząłem uczyć się dalej, rozwijając umiejętności.

Już poobijany, jeszcze nie mam dość.

Już poobijany, jeszcze nie mam dość.

Dodatkowo, cieszę się ze wsparcia osób, z którymi pojechałem (dzięki wielkie 🙂 ) – porady i sugestie co dalej powinienem ćwiczyć sprawiły, że nie zatrzymałem się w miejscu i dalej rozwijałem umiejętności poruszania się na desce. Dzięki nim opanowałem wszystko to, czego instruktor nie zdążył mi wytłumaczyć w ciągu dwóch godzin poznawania absolutnych podstaw. Okazało się, że szybka jazda jest bezpieczniejsza i mniej męcząca, niż powolne zsuwanie się ze stoku.

IMG_0319Jednak niewiele bym się nauczył bez silnej motywacji. To oczywiste, że na desce często się upada, jeszcze częściej w czasie nauki. Do tej pory czuję ból ręki i kolana, spowodowany kilkunastoma upadkami na lód i znacznie większą ilością bliskich spotkań ze śniegiem. Każdy upadek i kolejne obolałe miejsce traktowałem nie jako problem, a jako przypomnienie błędów, które popełniam. Prawa ręka daje ciągły sygnał, żeby nie prostować nóg, lewe kolano – żeby nie przenosić ciężaru ciała na palce, gdy stoję obrócony przodem w dół stoku.

Przez całe trzy dni trzymałem się jednego mocnego postanowienia – choćby nie wiem co, opanuję jazdę na desce. Nic innego się nie liczyło, mogłem być mokry, poobijany i wykończony, ale nie mogłem wrócić do Warszawy z myślą, że zmarnowałem ten czas i nie zrealizowałem swojego celu. W różne sposoby próbowałem osiągnąć trudne cele, niemal zawsze kończyło się to klęską, jeśli nie wierzyłem, że po prostu tak ma być, nie ma innych opcji. W pewnym momencie (pod koniec drugiego dnia, po około 10 godzinach łącznie spędzonych na desce) wręcz wyszedłem z założenia, że zjazd bez upadku jest porażką, bo – zamiast dalej próbować jeździć lepiej i się rozwijać – zatrzymałem się w swojej strefie komfortu i nie uczę się metodą prób i błędów.

Mgła w Białce.

Doskonałe warunki do nauki jazdy, prawda?

Podsumowując wyjazd, w ciągu trzech dni leżałem na czterech różnych stokach, przejechałem około 10 różnych tras, w tym jedną czerwoną, a do Warszawy wróciłem z poczuciem sukcesu. Za dwa tygodnie planuję powtórkę, tym razem przygotowując solidną dokumentację audiowizualną (w tym może wideo) z postępów w nauce.

Potraktujcie to jako motywację – jeśli masz za sobą nieudaną próbę nauczenia się czegoś, to znaczy że nauczyciel nie był dość dobry, albo nie starasz się wystarczająco mocno. Determinacja i dobry feedback to podstawowa droga do nowych umiejętności – nawet jeśli uważasz, że to nie dla ciebie. Bierz się w garść i – zamiast próbować – po prostu to zrób.