Plan, gdy wszystko się sypnie

Plan, gdy wszystko się sypnie

Zabawa komputerami wyrabia mnóstwo dziwacznych nawyków, bez których obecnie nie wyobrażam sobie życia. Nie mam tu na myśli wyłącznie sprawdzania maila zaraz po przebudzeniu i bezpiecznego odłączania sprzętu. Na wszelki wypadek informatycy opracowali dwa zestawy rozwiązań mających zapewnić ciągłość działania ważnych rzeczy. Podobnie jak w życiu, zwykle ignorowane, pomijane i uważane za zbędne, dopóki nie okaże się inaczej. I, jak nauczają Prawa Murphy’ego, na działania ratunkowe będzie już wtedy za późno.

Backup, czyli pierwsza procedura zapobiegania tragediom, znany jest każdemu. Chodzi o to, żeby kopiować ważne pliki na wypadek awarii dysku czy komputera, prawda? Nieprawda. Kopie ważnych plików też są backupem, ale samo zagadnienie jest znacznie szersze i sprowadza się do przygotowania sposobu powrotu do sytuacji normalnej w razie awarii lub innego kryzysu.

timemachine-backupJeśli padnie Windows, wystarczy wgrać na nowo system i przywrócić pliki z backupu – więc poza samymi danymi częścią backupu jest nośnik z Windowsem. Co, jeśli padnie cały komputer? Naprawa gwarancyjna lub ubezpieczenie i przywrócenie plików z kopii zapasowej. Backupem ukradzionego samochodu jest AC lub oszczędności, dla utraty pracy to nasze doświadczenie, umiejętności i kontakty w branży. Jak zgubisz kartę płatniczą, możesz zamówić nową w banku, backupem jest samo pamiętanie o tej możliwości. I tak dalej, i tak dalej.

Krótko mówiąc, backup ma za zadanie umożliwić jak najłatwiejszy powrót do sytuacji normalnej, zabezpieczając najbardziej prawdopodobne i/lub poważne sytuacje awaryjne, jakie mogą się przydarzyć. Generalnie wszystko, co dla was istotne powinno mieć jakąś formę backupu, plan na odratowanie swojej sytuacji gdy tylko coś się sypnie. Najważniejszy jest powrót do sytuacji normalnej, nie rozwiązanie tymczasowe – nawet jeśli ma się to wiązać z opóźnieniem w zastosowaniu backupu.

Drugą podstawową procedurą jest failover. To pojęcie może być nieznane większości z was – w przypadku usług informatycznych jest to ograniczone, uproszczone rozwiązanie, dostępne do wykorzystania natychmiast, stosowane jako zamiennik w razie, gdy główne rozwiązanie się sypnie i trzeba będzie poczekać na wykorzystanie backupu. Natychmiast jest słowem-kluczem – failover, który daje się zastosować po tygodniu nie jest failoverem, tylko nieudolnym backupem.

failover-ha

Failover do granic możliwości

Koszmar każdego studenta – środek nocy przed oddaniem pracy drukarka pada. W połowie drukowania. Mamy gwarancję, ale naprawa potrwa około tygodnia, co nie ratuje sytuacji. Failover: kontakt do osoby, która wydrukuje nam te kilka stron, albo taksówka i kurs do całodobowego punktu druku. Telefon wpadł pod autobus? Po to masz poprzedni telefon, dostępny jak tylko wrócisz do domu (sytuacja autentyczna). Ukradli samochód? Jest komunikacja miejska. Jesteś za granicą i nagle tracisz wszystkie dokumenty? Przekichane, ale skany paszportu, dowodu osobistego i ubezpieczenia na skrzynce mailowej mogą sporo pomóc w takiej sytuacji.

Kilka miesięcy temu jeden z banków zanotował sporą awarię, przez którą ludzie cały weekend nie mogli dostać się do pieniędzy na koncie. Pomyślcie o biednych, głodnych dzieciach, których rodzice nie wpadli na trzymanie kilkuset złotych gotówki w domu na wypadek sytuacji nieprzewidzianych. Trzymaj też trochę oszczędności na wypadek niespodziewanego pożegnania pracodawcy z przyczyny dowolnej – pozwolą ci przewegetować czas ciągłych rekrutacji i spamowania CV.

Najlepsze efekty daje połączenie obu tych technik – failover jako rozwiązanie doraźne, mające zapewnić jakiekolwiek funkcjonowanie przez czas do zastosowania backupu. Sam pozabezpieczałem niemal wszystko, co istotne – na wypadek awarii MacBooka mam drugi komputer jako rozwiązanie tymczasowe i pakiet gwarancja+ubezpieczenie, żeby wrócić do normy. W razie utraty telefonu – stara słuchawka i gwarancja, ewentualnie zakup nowego. Niespodziewane wydatki? Karta kredytowa jako rozwiązanie doraźne i rozłożenie zadłużenia na raty. Nawet ten blog jest backupowany, a jego regularnie synchronizowana (co kilka godzin) kopia chodzi na innym hostingu, w innym kraju – przełączenie się na failover zajmie mi 10 minut + czas na przepięcie się domeny (w praktyce – kolejne 10 minut).

Zadbanie o dobre backupy i skuteczny failover dla wszystkiego, co ważne jest dobrym pomysłem na postanowienie noworoczne. Nieco spóźnione, ale dopiero luty, macie jeszcze prawie cały rok na przygotowanie się do starcia z rzeczywistością, która zawsze wszystko psuje.

Z pewnością były sytuacje, które skończyły się dla was nieprzyjemnie, a chwila pomyślenia nad backupem i failoverem mogłaby uratować wasze nerwy. A może odwrotnie – przewidzieliście problemy i odpowiednio się zabezpieczyliście? Jakie są wasze doświadczenia z przygotowaniem na wypadek wypadku?